Preludium: Raping Mankind Disorder (stacja kultura.pl)

Preludium, brutal death metal, Redrum666, death metal, Raping Mankind Disorder, Anti God's Lament, MCD Abomination
Polska machina wojenna powróciła wraz z piekielną mocą, siejąc zniszczenie i zgniatając po drodze wszystko co żyje. Nowy album Preludium to ścierwo dla największych kozaków.
Moje uszy zostały zgwałcone niczym tytułowy nieład ludzkości. Preludium to przede wszystkim brutalna siła perkusji, która brzmi jak przyśpieszony o kilka prędkości wojenny bęben. W kawałkach takich jak "Inhumane Obsession" czy "Anti God's Lament", pałkarz daje z siebie wszystko. Niekiedy brakuje mu wirtuozerii, jednak rzadko kiedy udaje się połączyć siłę z finezją. Tutaj jest zdecydowanie silniej, niż finezyjniej, chociaż niekiedy zdarzają się momenty zaskakujące. Czasem też, gdy gitary grają wolniej, perkusista zdaje się tego nie zauważać i nadal robi swoje. Dużo chaosu? Dla niektórych będzie to plus, dla innych minus.
Płyta składa się z 9 kawałków, z których każdy jest wyjątkowo mocną rąbanką. Nie ma tutaj miejsca na jakieś wyciszenia, przesadne drapanie strun czy beatdowny. Jedynie utwór "Origin" daje nam odpocząć na chwilę od młócki. Przygotowuje nas znów do mocnego wejścia płytowego sądu ostatecznego, grzmotu nazwanego "Ultimate Judgement".
Słychać, że płyta jest dojrzała, a całość ułożona według ściśle określonej koncepcji. Jest to już trzeci album w dorobku grupy od czasu premiery dema "Infernal Force", która miała miejsce w 2002 roku. Wiele się zmieniło. Siła z jaką teraz uderza Preludium długo kumulowała się, zanim wybuchła niczym bomba kasetowa. W tym roku na półkach ujrzymy również najnowszy MCD zatytułowany "Abomination". Jako bonus znajdzie się na nim wspomniany "Infernal Force". Będzie to doskonała okazja dla fanów do porównania i zrozumienia, o jakich zmianach mówię. Sądząc po tym, z czym mamy do czynienia na "Raping Mankind Disorder", nowe MCD przyniesie nam jeszcze więcej deathmetalowej zagłady.
Przy okazji recenzowania "RMD", nie sposób nie wspomnieć o wokalu Łukasza Dziamarskiego, grającego również na gitarze. Oprócz Preludium, gra również w innej kapeli: Mord’A’Stigmata. Jego mocny growl ma charakterystyczne, krwiste brzmienie. Jest w miarę czysty, a jednocześnie dość chrypliwy, potrafi wprowadzić chaos i strach. Co do gitar, szczególnie podobają mi się solówki. Co prawda nie są obecne we wszystkich kawałkach, jednak gdy się pojawiają, robią to znienacka. Ni stąd, ni zowąd wchodzą po basowych brzmieniach, rozświetlając nieco mrok panujący od pierwszej do ostatniej minuty albumu. Oprócz nich, obydwie gitary robią to co robić powinny i raczej nie mam zamiaru być przesadnym w chwaleniu.
Death metal w Polsce nigdy nie umarł. Dzięki takim profesjonalnie prowadzonym projektom, jak Ferosity czy Preludium, widać, że naprawdę niezależna i undergroundowa strona gatunku nadal nie daje się konkurencyjnym udziwnianym produkcjom. Na "Raping Mankind Disorder" nie ma żadnych elektronicznych wstawek ani innych niepotrzebnych w death metalu rzeczy, które na siłę starają się wsadzać inni. Przyzwyczailiśmy się do twardych brzmień w produkcjach Redrum666. Nie jest to oldschool, jest więcej techniki i momentami miałem skojarzenia z Demonoidem i ich wspaniałą płytą "Riders Of The Apocalypse", chociaż tutaj jest zdecydowanie surowiej. Wiadomo, Preludium to trochę co innego, to jest brutal, nie ma tu aż takiej melodyjności, jest mocniejszy wokal itd. Pewne elementy jednak się czasem nakładają, a najbardziej jeśli chodzi o bębny. Wracając do dojrzałości, nawet takie poboczne aspekty, aczkolwiek ważne dla niektórych fanów, jak okładka czy książeczka, wyglądają naprawdę dobrze. Zdjęcie frontowe coverartu i jego obróbka naprawdę zrobiły na mnie wrażenie.
Jedyne czego mi brakuje to większej melodyjności, ale założenie albumu całkowicie je wyklucza. Może i jest to czepianie się na siłę, ale tych niezłych solówek, jakie słyszałem w "Suffering For Nothing" czy "Ultimate Judgement" przydałoby się jeszcze więcej. Wychodzi to przednio i wbrew pozorom naprawdę pasuje. Czekam na nowe MCD, teraz wystawiam notę 7,5/10.


EVER METAL ZINE.COM (PL)

Masakra. Rzeź. Mówię Wam moje drogie dzieci! Takiej siły, takiej brutalności i nienawiści dawno nie słyszeliście! Oblane czernią, napędzane death metalową maszynerią
kommando prezentuje nam swój drugi materiał, który nie pozostawia wątpliwości, iż polska
scena death metalowa ma do zaoferowania o wiele więcej niż wyeksplorowane behemothy czy tam inne vadery. Preludium uskutecznia i pokazuje na pierwszy
odsłuch, że idzie w rejony death
metalu dosyć sztampowego, zmiksowanego z Morbid Angel czy też Nile, więc od razu nawija się stwierdzenie, że „gdzieś już to słyszałem”. Po części racja, po części kłamstwo, bowiem załoga rodem z Mielca ma do zaoferowania
o wiele więcej, ukazując przy tym, że jednak można wyjść po za schematy śmierć sztuki. Więc mamy tutaj wszystko to, co być powinno: praca gitar, bębnów
(kłania się „Hell blaster” August
ze Stillborn!) i gardłowego, który swoim niskim i „zdecydowanym”
growlem „pieści” słuchacza.
Schemat goni schemat?! Nic z tych rzeczy! Preludium tutaj
kombinuje, raczy solówkami, niebanalnym partiam bębnów, dźwiękami rozpędzającego się żelastwa oraz partiami instrumentu
zwanego didgereedoo, które nadaje całości niesamowitą głębię
i klimat etnicznych brzmień, co sprawia, że „Raping Mankind Disorder” oblewa się nie tylko jedną,
krwistą palatą barwą ale i jej pełnym wachlarzem. W tym tkwi zdecydowanie siła tego albumu, która sprawia, że ten niespełna 31 minutowy krążek mknie niczym
rozpędzona lokomotywa w „Uciekającym Pociągu” Andrieja Konczałowskiego ku śmierci w najgorszych męczarniach! Tak, tak. Dla mnie osobiście Preludium, może już stanąć ramie w ramię ze Stillborn i Deception (nota bene oba również pochodzą z Mielca). Nic dodać, nic ująć: gwałt w czystej
postaci!
Łysy 8.5/10


AVE METAL.COM (PL)

OkładkaPolski death metal - no co tu dużo mówić - rozpierdala. Preludium to kolejny przedstawiciel mieleckiej sceny (Stillborn i Deception). "Raping Mankind Disorder" jest ich drugim albumem, drugim i chyba nawet lepszym od debiutanckiego "Eternal Wrath". Album składa się z 9 utworów, które są potężnymi, brutalnymi death metalowymi walcami. Są napalmem niszczącym wietnamskie chaty. Są podmuchem wiatru tworzącym śmiercionośny sztorm. Wiecie o co mi chodzi? Na płycie znajdą dla siebie coś fani zarówno Morbid Angel, Immolation jak i nawet Vader. Wszystko prze tam do przodu, poczynając od perkusji nagranej przez Augusta, kończąc na gitarach i wokalu. Czy to "Anti-God's Lament", czy to "Unworthy Of Murdering" - wszystko jest naprawdę miłe dla ucha. O ile w przypadku takiego rzeźnickiego grania można tak mówić. A można. Brzmienie jest bardzo dobre, chociaż bas mógłby być trochę bardziej wysunięty. Warto się zainteresować. Wydane to jest przez Redrum666.
Mortis


LORDS OF METAL.NL (NL)

Polen staat er al jaren bekend om een broedplaats te zijn voor brute death metal talent. De scene wordt aangevoerd door met name Vader en Behemoth, gevolgd door een hele schare kleinere maar niet minder getalenteerde death metal bands als Dies Irae, Damnation, Decapitated, Hate, Lost Soul, Dissenter en Trauma. Preludium behoort zeker ook in dat rijtje thuis.
Op hun tweede album ‘Raping Mankind Disorder’ laten de vier heren een uitstekende brok amerikaans geschoolde death metal horen, die nog het meest aan Immolation doet denken. De band uit Mielec, Polen zijn meesters in het schrijven van duistere death metal stukken en dit album kan ik dan ook aanraden aan fans van echte death metal.
Te gek album!
Dennis
Score: 80/100


DEAD SHOP.INFO (ENG)

Again Poland here in my bloody hands! And again I’m impressed a lot! Huh, PRELUDIUM is from Poland, but their music’s roots are somewhere in the USA, he-he, this isn’t joke because their music is totally imbrued with brutality of such monsters as MORBID ANGEL and IMMOLATION! Music is truest brutal death metal, in all its brutal beautiful. Massive, pressing, catching guitar riffs, dense sound, destructive drumming and really deep growls! Music made on high speed, with use of some marching rhythms as well (which will force your head to be near floor). The strongest thing here on this album is a really dense sound, which looks just great together with all components. The whole stuff is reach by great tempo-changes and other killer things in its structure (as well as not less great broken rhythms here and there!). Thus we have yet one beast which is totally worshipping to ancient brutality like MORBID ANGEL and IMMOLATION did there in the past! So are you ready to be buried under your stereo system now???? If you are – then just try PRELUDIUM! Hail Polish Hell!
5\5


7 GATES mag (PL)

Miasto Mielec zadziwia mnie nie od dziś i to nie z przyczyny tamtejszej, grającej z różnym skutkiem Stali. Ale od stali niedaleko do metalu, a ten z pewnością prezentuje znacznie wyższy poziom niż mielecka piłka nożna. W przeciągu kilku lat wyrosło tam kilka solidnych kapel – Deception, Stillborn czy Preludium właśnie. Ten ostatni jakimś sposobem ma najmniej szczęścia i jak dotąd nie dorobił się takiej famy jak pozostałe wymienione zespoły, a przecież solidne demo „Infernal Force" i rewelacyjny długograj „Eternal Wrath" zbierały przychylne opinie. Może to wina promocji, może mało sugestywnej nazwy, a może mieleckiej mafii wszechparafialnej. Tymczasem mamy rok 2008 i po prawie dwóch latach leżakowania w szufladzie ukazał się drugi album Preludium, o którym słów kilka wypada powiedzieć. Przede wszystkim mielczanom udało się w doskonały sposób rozwinąć styl zapoczątkowany na „Eternal Wrath". Jeszcze mocniej ujawniają się inspiracje takimi tuzami amerykańskiego death metalu jak Incantation czy Vital Remains, tym razem chłopaki naznaczyli materiał znacznie większą niż poprzednio dozą indywidualności. Sugestywne riffy, obłędne linie melodyczne podkreślone zacnymi, przemyślanymi partiami solowymi plus niemiłosierne napierdalanie sekcji rytmicznej dają efekt zaskakująco soczysty i czytelny. Aż dziw bierze, że takie dobre brzmienie można ukręcić w Chinook. Śmiało można powiedzieć, że „Raping Mankind Disorder" to najlepsza produkcja, jaka dotąd wyszła z dębickiego studia. W tej płycie siedzi coś jeszcze. Posępny klimat, który nadają wspomniane solówki nieodparcie kojarzy się z tym, co do death metalu wniósł Nile, z powodzeniem praktykuje Behemoth, a lata temu można było usłyszeć u radomskiego Ahret Dev. Elementy orientu, które umiejętnie wplata w swoje numery Preludium, dodają ich muzyce naprawdę dzikiego posmaku. Jakby tego wszystkiego było mało, górujące nad całością linie wokalne Dziamara doskonale wpasowują się w ten złowieszczy klimat. Mimo niezaprzeczalnej brutalności, nowe oblicze ekipy z Mielca hipnotyzuje, a monumentalne zwolnienia tempa, jak choćby w „Inhumane Obsession" dowodzą, że sztukę inteligentnego komponowania i budowania napięcia posiedli w stopniu perfekcyjnym. Co najważniejsze, kawałki z „Raping Mankind Disorder" zajebiście sprawdzają się w warunkach koncertowych, a taki „Anti-God's Lament" na żywca urywa głowę przy samej dupie. Sprawdzone. (666 – Mythrone)


PSYCHOZINE.EU (PL)

Prawie już zapomniałem, ze był taki zespół co się zwał Preludium a tu proszę, taka niespodzianka, świeżutki album się pojawił. Nie było zatem wyjścia, musiałem ten krążek poznać jak najszybciej? tym bardziej, że zestaw perkusyjny maltretowany tutaj jest przez Augusta, jednego z lepszych w tym kraju bębniarzy. A to już pewnym gwarantem dobrej muzyki musi być. Poza tym poprzedni krążek Preludium najzwyczajniej w świecie mi się podobał.
"Raping Manking Disorder" przynosi nam dziewięć odsłon utrzymanego głównie w szybkich i średnich tempach death metalu, często kojarzonego ze sceną amerykańską. Całość niesie ze sobą taki deicide'owski klimat, ale nie bierzcie tego sobie do serca, gdyż mi ostatnio wszystko kojarzy się ze starym Deicide. Widocznie tęsknię za tymi dobrymi, starymi czasami, kiedy wujek Benton z braćmi H. tworzyli naprawdę zajebisty death metal. Ale wróćmy do Preludium. Zespół sprawnie porusza się w swoich klimatach, ale sprawnie odegrany deathcik to dzisiaj jeszcze troszkę za mało, by na dłużej zaintrygować słuchacza. Zespół, moim zdaniem, zbyt kurczliwie trzyma się pewnych form i standardów, przez co, materiał ten, oprócz tego, że poprawny muzycznie, nie zaskakuje mnie jako słuchacza niczym konkretnym. Z drugiej strony nie chcę zabrać zespołowi to, co im się należy. A należy im się kilka dobrych słów chociażby ze względu na to, że nie tworzą banalnej muzyki podrasowej złym "imidzem". Podobnież muzyka sama się obroni, więc jeśli to prawda, to album "Raping Manking Disorder" powinien trafić pod strzechy każdego maniaka metalu śmierci.
Mimo wszystko należy patrzeć na ten album przez pryzmat, że jest to klasyczny, stylowy itd. itp? ale niestety w dużym też stopniu bardzo przewidywalny album. Dlatego boję się, że jednak tym albumem zespół ten większego szumu na scenie nie zrobi. A szkoda, kurwa, szkoda, bo papiery na granie siarczystego death metalu mają jak mało kto. "Raping Manking Disorder" to bardzo mocny średniak na którego zakup was zachęcam, bo być może już na kolejnym albumie chłopaki udowodnią, że należą do ekstraklasy tego gatunku i wtedy będzie wam łyso nie znać tej pozycji.
BELANGER


LIVE4METAL.COM (ENG)

Polish Death Metal. Really, since round about 1996 or so, the Poles have established themselves as one of, if not the premiere force in global death metal. With the likes of Vader, Decapitated, Yattering, Behemoth, Devilyn and others, the surgical accuracy and terrific production of the Polish scene have catapulted them to the top of the scene. Eastern European death / grind fanatics Redrum 666 have now unleashed fellow Poles Preludium into the market. Just how will they distinguish themselves from their illustrious forebears?
The first distinguishing feature is that they are at least 1.5 gigatonne fuck-loads heavier than 99% of their contemporaries. This is unrelenting, dense brutal death metal, not unlike
having your head smashed with a lump hammer. Repeatedly. That in and of itself, of course, would also make it about as much fun as having your swede smashed in. There is a little more here than the usual clattering and “br00tality” of the brutal death metal brigade. The martial stomp on “Desecration by Fire”, for example, has hints of the atmosphere and drive of classic Kataklysm, with the same crunchy, Jade Goody-thick riffs, and while it is not much more than an instrumental introduction to “Anti-Gods Lament”, it does show that Preludium aren't solely about being heavier than thou, they're also concerned with making actual “songs”, an art form which is sadly almost lost to many of the heavier death metal bands these days.
The production is as polished and powerful as you would expect from a modern Polish outfit, packing more punches than a rail carriage full of Millwall fans, and more polish than a truckload of Mr Sheen. The drums must come in for special mention, with the drum sound being pretty close to death metal perfection to my ears, and the playing is nothing less than astounding. While “Raping Mankind Disorder” may not be making it onto my top ten list of 2009, it's a whole lot better than I thought it was going to be. I can only hope that they can land themselves on a support slot and do some touring to up their profile, as I can honestly see Preludium joining the Polish elite if they get the exposure. Oh, and “Suffering for Nothing” is the best Aborted song that they never wrote. Seriously.
Review by Chris Davison


NBA.ART.PL (PL)

Płytę Preludium znalazłem zupełnie przypadkiem. Jest to zwykły cdr/promo i przepadł on w gąszczu innych krążków. Pamiętam, że krążek przyszedł dawno temu w jednej paczce z innymi płytami, ale już nie pamiętam od kogo. Jeżeli więc ten ktoś to czyta - przepraszam za zwłokę. Słabej recenzji na temat tego albumu nie znalazłem, więc postanowiłem na własną rękę sprawdzić jak się ma mielecki oprawca. Po odpaleniu "Raping Mankind Disorder" również i moje wątpliwości znikają w oka mgnieniu. Jeszcze tylko krótka industrialna zajawka i... Startujemy! Brzmienie wcale nie nowoczesne, trochę duszne, przytłumione, ale czuć za to specyficzny odór siarki a na policzkach żar ognia piekielnego. Tak, Preludium ma się dobrze. Słychać, że nadal trzyma poziom i jak przystało na klasyczny death metalowy band nie spuszcza z tonu ani na moment. Może i nie są tak "bombastyczni" jak stołeczny Gortal czy techniczni jak Embrional, ale potrafią za to wytworzyć swój wyjątkowy klimat. Bo to w death metalu jest chyba najistotniejsze. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Słuchacz otrzymuje dziewięć utworów utrzymanych w klasycznym stylu, bez fajerwerków. Trzeba dodać, że tak już obecnie się nie gra. Często słychać unowocześnienie czy to samych kompozycji czy brzmienia, przez co gubi się po drodze całą tą death metalową otoczkę. Natomiast tu jest wszystko to, co dla death metalu jak najbardziej wzorcowe! Są marszowe rytmy, są hipnotyzujące gitarowe pochody, są blasty i rozkurwiające gitarowe kanonady. Nie wspomniałem jeszcze o solówkach, a te są świetne! Zarówno ich ilość jak i forma są odpowiednio dobrane. Słowem: idealne! Dawno nie słuchałem tak dobrze skomponowanego death metalowego ochłapu. Podoba mi się to, że utwory w żadnym wypadku nie zlewają się ze sobą tworząc papkę bez wyrazu. Każdy numer to swoiste indywiduum, posiadające unikalne motywy nadające im charakteru. Oczywiście nie jest tak, że Preludium nagrał płytę kasującą wszystko, co dotychczas nagrano. Choć może tak wynikać z mojego entuzjastycznego podejścia... Mnie cieszy po prostu, że ktoś bez silenia się na jakieś ekeperymenta potrafił nagrać death metalowy krążek, który może jeszcze niejednego zaintrygować, przykuć do głośników na te pół godziny. Faworyci? Z pewnością motoryczny "The Dawn Of The Emperor" i zajebiście szybki i brutalny "Anti-God's Lament". Można jeszcze wymienić "Desecration By Fire" i "Origin", ale to instrumentale, o nieco orientalnym zabarwieniu, pełniące funkcję interludiów. Niemniej jednak dobrze się ich słucha, bo pasują do całokształtu. Poza tym cała reszta jest jak najbardziej warta Waszego zainteresowania! Death by metal!
kaReL
ocena: 8/10


METAL-REVOLUTION.COM (ENG)

I’ve always had huge respect for Polish metal, esp. Death Metal scene in this once former Eastern European country. Bands like Vader, Decapitated, Behemoth, Yattering etc. have established themselves as the leaders of the extreme metal scene in this part of the world. Now yet another band from this great country is storming on the international scene, their name is Preludium.
First thing that I noticed while listening to the very first riffs on the opening track “The Slave of Sin” is how brutal and extreme this band is. It is a piece of the most unrelenting and brutal death metal you can possibly find and it is not only for this track but throughout the whole promo which is btw. entitled Raping Mankind Disorder. Third song going under the title of “Desecration by Fire” is maybe the strongest track on this 9-tracker reminding me a bit of old, or should I say classic, Kataklysm. It has those thick riffs and very heavy atmosphere that leads you directly into the hell.
When it comes to the production I must say it is to a certain degree polished and modern, yet it is unclear and seems a bit chaotic too. Yet this is simply an amazing second attack from this Polish war-machine, esp. recommended if you are fan of the likes of Kataklysm, Vader, Morbid Angel or even Immolation
Bato


METALCENTRE.COM (PL)

Kolejna rzeźnia ze stajni Redrum666!... PRELUDIUM wzbudziło we mnie wspomnienia z dawnych lat, kiedy to potężny Death Metal królował w moim odtwarzaczu. I chociaż dzisiaj rzadko upajam się tego typu dźwiękami to kapela wyzwoliła we mnie zapomniane emocje...
PRELUDIUM to klasyczne brutalne death metalowe łojenie, bez zbędnych kompromisów... to totalna miazga niszcząca nasze aparaty słuchowe... Ciężkie, miażdżące riffy i potworny (miejscami polifoniczny) growl bezlitośnie wdzierają się w przestrzeń zabijając ciszę otoczenia... Potężne uderzenia perkusji, szybkie „stopy”, przejścia i blasty gruchoczą kosteczki słuchowe pozostawiając jedynie miazgę wewnątrz czaszki... Całość oscyluje wokół zawrotnych temp lub przerźliwie ciężkich zwolnień.
W niektórych momentach da się usłyszeć dziwne dźwięki próbujące przebić się przez kanonadę riffów... te dźwięki to jakby sample instrumentu australijskich aborygenów – dijiridoo – co tworzy jeszcze bardziej przeraźliwą i mistyczną atmosferę...
PRELUDIUM produkuje totalnie destrukcyjną muzę. „Raping Mankind Disorder” nastraja do niepohamowanej ochoty niszczenia, do działania w afekcie, jakby ktoś zaprogramował nasze działanie... Crash!!! Kill!!! Destroy!!!
Ocena: 8.0/10
Gnom


Metal RuleZ

Cztery długie lata przyszło mi czekać na ten krążek… Na szczęście doczekałem się, i muszę przyznać, że warto było czekać. Preludium, zresztą podobnie jak pozostałe bluźniercze akty z Mielca (Deception, Stillborn), nie zawiodło jeszcze nigdy i tym razem serwuje nam porcje solidnego, brutalnego grzańska. Ich nowy materiał zdaje się zawierać samą esencję brutalnego death metalu. „Raping Mankind Disorder” pokazuje w podręcznikowy wręcz sposób jak powinna wyglądać porządna dawka śmiercionośnego metalu. Jest tu dosłownie wszystko, co powinno znaleźć się w tego typu produkcji. Są szybkie i piekielnie ostre riffy, dużo technicznych połamańców i całkiem sporo walcowatych, urywających łeb zwolnień. Perkusja na przemian masakruje uszy bezlitosnymi blastami i gruchocze kości bardzo nośnymi, motorycznymi i przy tym niezwykle precyzyjnymi tempami. Do tego dochodzą jeszcze obowiązkowo ultra niskie wokale i opętańcze, czasami wręcz chore solówki. Dokładne odtwarzanie klasycznych dla danego gatunku zagrywek to jednak nie wszystko, a już na pewno nie w przypadku Preludium. Mielczanie rozwijają tutaj jeszcze bardziej swoją filozofię death metalu, którą dało się już wyczuć na „Eternal Wrath”. Cały czas krążąc w ramach jednego, ściśle określonego gatunku, tworzą coś nowego, świeżego i niepowtarzalnego. Specyficzna, bardzo mroczna atmosfera, jaką przy tym wytwarzają, często przyprawia o ciarki na plecach. Duszny, siarczysty klimat towarzyszy nam od pierwszych do ostatnich dźwięków „Raping Mankind Disorder”. Tak właśnie powinien wyglądać nowoczesny (patrząc przez pryzmat ortodoksa) death metalowy album. Mam nadzieję, że chłopaki nie każą mi czekać kolejnych czterech lat na ich następne wydawnictwo…
Ocena: +8/10


Nemesis radioshow

Preludium udowodnił wszystkim pseudo metalowym grajkom, czym tak na prawdę jest death metal i jak powinno się go uprawiać. Raping Mankind Disorder to całkowita anihilacja. Słowo bezkompromisowość powinno być zastąpione słowem Preludium. Ponad 30 minut solidnego death metalu, zakrawającego na techniczno – brutalny. Słychać dobrą szkołę amerykańsko, ale w tym przypadku nie jest to ślepe małpowanie schematów.
Słuchając R.M.D. da się wyczuć sporo zaangażowania i pomysłu. Nie wielu zespołom death metalowym przychodzi do głowy, aby w kompozycjach użyć egzotycznych instrumentów. Preludium posłużyło się didgereedoo (taka aborygeńska duża trąba) i muszę wam powiedzieć, że trafili w samo sedno. Instrument nadał bardzo mrocznego, tajemniczego charakteru płycie. Poza tym przyprawił całość dosyć ostrym sosem.
Preludium nie stosuje półśrodków. Machina startując od pierwszej sekundy zatrzymuje się na 31 minucie i jednej sekundzie (tyle właśnie trwa to bluźnierstwo).
R.M.D. to monolit, płyta jest równa w swoim wykonaniu. Można wyczuć koncept albumu, szczególnie w kwestii muzycznej. Brutalność i bluźnierczość gitar połączona z szybkością sekcji rytmicznej daje nam dosadny obraz tego, co dzieje się przez te 30 minut.
Bez porównań nic nie ujdzie, więc jeśli słuchasz Vader, Origin tudzież Dying Fetus, spróbuj Preludium – kończyny i wnętrzności na ścianie gwarantowane.


Masterful

Nie przypominam sobie, abym był kiedykolwiek w Mielcu - ale i tak już uwielbiam to miasto hehe. Mimo, że porównywalne wielkością z Puławami, to na death metalowej mapie naszego kraju mogą się z nimi równać tylko największe aglomeracje. Preludium to kolejna ekipa, która zawyża tam średnią ważoną ilość zajebistego death metalu na jednego mieszkańca i zarazem jedna z tych, która wciąż pozostaje chyba nieco niezauważona. Na recenzowanym tutaj z niemałym opóźnieniem "Raping Mankind Disorder" dostajemy kolejną serię brutalnie ziejących kompozycji, imponujących dojrzałością i klasowym wyczuciem death metalowego rzemiosła. Podoba mi się ciekawie rozplanowana rytmika, oscylująca głównie w średnich tempach, ale z prawie nieustającym podkładem gęsto pracujących w tle podwójnych centrali, wspartymi wyraźnie słyszalnymi sprężynami basu. Gitary albo wiercą swoimi bezlitosnymi śrubami grube motoryczne mielony, albo ostro atakują skrzywionymi melodiami - chociaż prawdziwa epopeja pokrętnych dźwięków odgrywa się dopiero w jadowicie pysznych partiach solowych. Mamy tu też zawsze aktualne patenty na kreowanie punktów kulminacyjnch poprzez wyłączanie na chwilę sekcji rytmicznej i pozostawienie samych wioseł, czy też np. nagłe przejścia w blasty przy niezmiennej pracy gitar. Jest też bardzo ciekawy ozdobnik w postaci obszernego użycia didgereedoo, przez jakiegoś gościnnego muzyka, co nadało tym numerom naprawdę oryginalny, nieco egzotyczny posmak. Koniec końców, mamy wreszcie jeden z największych plusów - wokal - agresywny, złowieszczy growl o ciemnej barwie, nadspodziewanie wyraźnie artykułujący kolejne frazy, który sprawia, że Preludium kupują mnie swoją muzyką na amen, od początku do końca. Generalnie zespół brzmi bardzo 'polsko' (może to też po trochu za sprawą studia Chinook), ale to takie esencjonalne nawiązanie do wszystkiego co najlepsze w historii naszej krajowej sceny death metal - czuć te same korzenie, które wyrastały już na wczesnych nagraniach Vader, Armageddon, Damnation, Betrayer, aż po dzisiejszy Hell-Born czy Dissenter. Preludium można ze spokojnym sumieniem postawić w jednym rzędzie z naszą najlepszą krajową gwardią i trywialne teksty w stylu "nie mamy się czego wstydzić" naprawdę jakoś się same cisną tutaj na usta.
Olo 9


Pull the chain

I’ll always have a spot for Polish death metal with some really excellent bands arriving on the scene in recent years. Thanks to the international recognition of big-sellers such as Decapitated, Hate or above all Vader and Behemoth, we get the opportunity to discover tons of talented ‘newcomers’ and Preludium are another very good one. Preludium are in few words from the Vader school but it wouldn’t be fair to label them as a clone as they do add some of their own characteristics to their death metal. The band brightly enrich its Polish death with some American death metal influences creating that way a nice hybrid of violent yet catchy music. As musicians, Preludium certainly have what it takes to pull this style of ‘wall of sound’ off with aplomb and … intelligence. No use for a fight, this is what I can only label as a top quality death metal album.
Patricia


Chaos Vault

Podczas pisania tej recenzji do mojego miejsca pracy zawitała zakonnica. Zdziwiłem się, że dźwięki „Raping Mankind Disorder” nie posłały jej od razu do szefa (jej, nie mojego), ale widocznie była jakaś udawana i zamiast godzinek wolała słuchać „Blessed Are The Sick” na ten przykład, a habit nosiła dla jaj.
Tak, Preludium bowiem sprokurowało album powodujący, że święci na obrazach w mieleckich kościołach zakrywają uszy. Mowa o tym samym Preludium, które ma na swoim koncie dwie demówki i debiut sprzed pięciu lat („Eternal Wrath”) – z przeciętnej kapeli, jaką wówczas byli, przeszli poważną zmianę jakościową, ewoluując w rasowy death metalowy akt. Ale już samo brzmienie, wykute w czeluściach Chinook Studio, powala swoim ciężarem i idealnie pasuje do średnich w większości temp, tak miłych dla tego zespołu na „Raping Mankind Disorder”. Chłopaków porównuje się do takich Wielkich tego świata jak Nile, Incantation czy Krisiun i coś w tym faktycznie jest. Gdy zespół przyspiesza i wchodzi na szybsze tempa to wówczas faktycznie chwilami kojarzy mi się to z brazylijską szkołą samby. Wolne zaś – z piewcami czasów faraonów. Do tego pierwiastek twórczości Morbid Angel, lecz wszystko to zrobione ze smakiem, z wykluczeniem chamskiego zrzynania, a następnie wypierania się tego w wywiadach na zasadzie „Uważam, że jesteśmy na maksa zajebiści i oryginalni, a kto tego nie słyszy ten głuchy buc…”. No i nie sposób przejść obojętnie obok gry Augusta, którego partie są kręgosłupem całego „Raping Mankind Disorder” – nie jedna kapela może pozazdrościć chłopakom pałkera (choć obecnie Preludium ma już nowego perkusistę). Cały kwartet jest zresztą siebie wart. Trzeba oddać Mielczanom sprawiedliwość, że rzeczywiście próbują oni wykrzesać pierwiastki własnego stylu, między innymi poprzez ciekawe użycie digeridoo – i coś tam powoli zaczyna kiełkować.
No, myślę, że zespół będzie zadowolony z laurki, jaką im wymalowałem, całkowicie zasłużenie zresztą. Ja ze swej strony mam nadzieję, że „Raping Mankind Disorder” będzie nowym początkiem dla zespołu, wyzaczająć poziom, poniżej którego Preludium nie zejdzie. Bo jest naprawdę dobrze. 8/10


Diabolical conquest

Fuck. About time this happened. Just when the death metal world was reaching a state of stagnation, with one major section of it obsessed with brutalizing their music to point of absurdity and the other taking the easy route of recycling the same old school tunes till all essence of it is lost, Preludium descend on earth in Poland, the planet's death metal capital, to show the pathetic fools how to play death metal, nay, take it forward.
The members of Preludium belong to a superadvanced warrior species, definitely alien like say Predator, but having human characteristics. They are fearless, skilled, disciplined, determined, and passionate. In terms of sound with regard to already existing bands on the planet, Preludium's second full fledged output resembles the Deicide-influenced Polish band Hate, a great band that in recent times lost their way like many others. Raping Mankind Disorder in fact sounds like the missing album between the powerful Cain's Way and the Decapitated-influenced Awakening of the Lair. It is also heavily influenced by mid-period blast-heavy Vader. And of course it has some of the imperial air that Behemoth likes to put on. Preludium on the other hand don't have to try; they are of a legitimately superior race and it shows.
Following the charging sound of their mechanical human suits, Preludium waste no time and march out, quickly taking positions and flattening all that gets in their way. Second song “Inhuman Obsession” is where they really get into full swing. Familiar by now with the territory, Preludium launch a devastative riff a minute into it. So powerful is that riff that it instantly lodges in the heads of its enemies wherein it keeps getting played until they can't take it anymore and have to self-destruct. Hundreds of minds are splattered this way. Instead of repeating the same riff and risking the loss of its effectiveness, Preludium employ several other riffs of a slightly different nature but which are almost as deadly. They allow a song to progress instead of making it go around in circles. “Desecration by Fire” is an instrumental where you will hear their formidable army assembling. As you hear the martial music intensifying, the sound of unearthly forces uniting, you can imagine their strength and realise the utter hopelessness of resistance.
Picking up from there is “Anti-God's Lament”, an intense song packed with lethal riffs. Its highlight is when a lead races forward and single-handedly does all the killing, takes a breather, then goes at it again and sets their corpses on fire. The leads on this album don't merely play a minor perfunctory role in a song and sit down; they assume the responsibility of riffs and take the song ahead. How Preludium hypnotise the opponents by playing brooding Immolation/Morbid Angel-tinged riffs while propelling a lead to slice them to pieces is a masterstroke; “Ultimate Judgement” would be the best example for that. “Suffering for Nothing” is strongly reminiscent of Vader only with leads sounding a hundred times better, whereas in “Unworthy of Murdering” for instance Krisiun influences are heard. No matter what type of riff is played, the drummer is always up to the task. Not only is he capable of performing at inhuman speeds, his application too is nothing short of brilliant. And he makes it look way too easy. Listen to his performance on a good set of speakers (the production is a bit tricky – it might make the music sound opaque and thin) you will know how special he is.
Apart from Raping Mankind Disorder's unsatisfying length of just over half an hour, a shortcoming which is compounded by Yattering -esque eerie alien instrumental interruptions like “Origin”, and a song or two that are not as scintillating or intense as others, there is little wrong with this album. It may not be original but it has everything a contemporary death metal fan needs – speed, precision, brutality, atmosphere, RIFFS – all in the right proportion. The best part of it is that it has taken the music forward not backward and raised it to a whole new level. An attempt to do so alone would have been laudable but Preludium have truly succeeded, and for that they ought to be hailed as heroes.


Shwermetal

Punkte: 10/13
Würden Vomitory und Monstrosity europäisch klingen, würden sie Preludium heissen...
In der Tat möchte ich das polnische Quartett Preludium dank seinem aktuellen Langspieler "Raping Mankind Disorder" in einem Atemzug mit diesen Ikonen nennen, denn ein wesentlicher Unterschied ist nicht auszumachen, schon gar nicht in Sachen Qualität.
Das Songwriting lehnt sich direkt an die brutalen Amis an, will heissen, Rhythmik und Melodik unterwerfen sich in ihrer Dynamik von vorne herein einer unfassbaren instrumentalen Gewalt, die sich dank dem permanent an vorderster Front kämpfenden Schlagzeug manifestiert und allen Todesmetallern die Freudentränen in die Augen treiben wird.
Fett wummern die tiefen Gitarrenläufe, noch tiefer schürft der grunzende Frontmann nach dem schwarzen Gold seiner geplagten Kehle.
Hin und wieder lockert man das Gesamtbild mit Einschüben wie dem Todesmarsch "Desecration By Fire", der nach den treibenden Trommeln in einem kurzen, knackigen Instrumental gipfelt.
Natürlich laufen auch Preludium spätestens nach zwanzig Minuten auf den kreativen Grund, dies fällt jedoch nicht zwangsläufig in die negative Waagschale, da ich von einer Death-Metal-Dampfwalze weder Gefühlsausbrüche noch einen immerwährend sprudelnden Ideen-Brunnen erwarte - ich will, dass es ordentlich kracht, ich will Gewalt und Aggression, ich will den Tanz der Teufel.
Demnach bin ich auch dankbar, dass "Raping Mankind Disorder" sehr sparsam mit Schnörkel umgeht und den Kompasszeiger stur der geballten Faust entgegenstreckt.
Da zu guter Letzt auch die Produktion gewaltig reinhaut ist für mich die Sache klar:
Preludium haben mit "Raping Mankind Disorder" eine Waffe grössten Kalibers am Start und schliessen wohl bald zu den erhabenen Landsleuten von Vader auf.
Hoffentlich bleiben die Mannen am Drücker und schieben weitere Langspieler dieser Kategorie über den Tresen.Mir taugt's!


BORN TO DIE (POL)

Kolejna rzeźnia ze stajni Redrum666!... PRELUDIUM wzbudziło we mnie wspomnienia z dawnych lat, kiedy to potężny Death Metal królował w moim odtwarzaczu. I chociaż dzisiaj rzadko upajam się tego typu dźwiękami to kapela wyzwoliła we mnie zapomniane emocje... PRELUDIUM to klasyczne brutalne death metalowe łojenie, bez zbędnych kompromisów... to totalna miazga niszcząca nasze aparaty słuchowe... Ciężkie, miażdżące riffy i potworny (miejscami polifoniczny) growl bezlitośnie wdzierają się w przestrzeń zabijając ciszę otoczenia... Potężne uderzenia perkusji, szybkie „stopy”, przejścia i blasty gruchoczą kosteczki słuchowe pozostawiając jedynie miazgę wewnątrz czaszki... Całość oscyluje wokół zawrotnych temp lub przerźliwie ciężkich zwolnień. W niektórych momentach da się usłyszeć dziwne dźwięki próbujące przebić się przez kanonadę riffów... te dźwięki to jakby sample instrumentu australijskich aborygenów – dijiridoo – co tworzy jeszcze bardziej przeraźliwą i mistyczną atmosferę... PRELUDIUM produkuje totalnie destrukcyjną muzę. "Raping Mankind Disorder" nastraja do niepochamowanej ochoty niszczenia, do działania w afekcie, jakby ktoś zaprogramował nasze działanie... Crash!!! Kill!!! Destroy!!!
Gnom


THE NOCTURNAL BATTLE OF CHARIOTS (POL)

Płytę Preludium znalazłem zupełnie przypadkiem. Jest to zwykły cdr/promo i przepadł on w gąszczu innych krążków. Pamiętam, że krążek przyszedł dawno temu w jednej paczce z innymi płytami, ale już nie pamiętam od kogo. Jeżeli więc ten ktoś to czyta - przepraszam za zwłokę. Słabej recenzji na temat tego albumu nie znalazłem, więc postanowiłem na własną rękę sprawdzić jak się ma mielecki oprawca. Po odpaleniu "Raping Mankind Disorder" również i moje wątpliwości znikają w oka mgnieniu. Jeszcze tylko krótka industrialna zajawka i... Startujemy! Brzmienie wcale nie nowoczesne, trochę duszne, przytłumione, ale czuć za to specyficzny odór siarki a na policzkach żar ognia piekielnego. Tak, Preludium ma się dobrze. Słychać, że nadal trzyma poziom i jak przystało na klasyczny death metalowy band nie spuszcza z tonu ani na moment. Może i nie są tak "bombastyczni" jak stołeczny Gortal czy techniczni jak Embrional, ale potrafią za to wytworzyć swój wyjątkowy klimat. Bo to w death metalu jest chyba najistotniejsze. Przynajmniej z mojego punktu widzenia. Słuchacz otrzymuje dziewięć utworów utrzymanych w klasycznym stylu, bez fajerwerków. Trzeba dodać, że tak już obecnie się nie gra. Często słychać unowocześnienie czy to samych kompozycji czy brzmienia, przez co gubi się po drodze całą tą death metalową otoczkę. Natomiast tu jest wszystko to, co dla death metalu jak najbardziej wzorcowe! Są marszowe rytmy, są hipnotyzujące gitarowe pochody, są blasty i rozkurwiające gitarowe kanonady. Nie wspomniałem jeszcze o solówkach, a te są świetne! Zarówno ich ilość jak i forma są odpowiednio dobrane. Słowem: idealne! Dawno nie słuchałem tak dobrze skomponowanego death metalowego ochłapu. Podoba mi się to, że utwory w żadnym wypadku nie zlewają się ze sobą tworząc papkę bez wyrazu. Każdy numer to swoiste indywiduum, posiadające unikalne motywy nadające im charakteru. Oczywiście nie jest tak, że Preludium nagrał płytę kasującą wszystko, co dotychczas nagrano. Choć może tak wynikać z mojego entuzjastycznego podejścia... Mnie cieszy po prostu, że ktoś bez silenia się na jakieś ekeperymenta potrafił nagrać death metalowy krążek, który może jeszcze niejednego zaintrygować, przykuć do głośników na te pół godziny. Faworyci? Z pewnością motoryczny "The Dawn Of The Emperor" i zajebiście szybki i brutalny "Anti-God's Lament". Można jeszcze wymienić "Desecration By Fire" i "Origin", ale to instrumentale, o nieco orientalnym zabarwieniu, pełniące funkcję interludiów. Niemniej jednak dobrze się ich słucha, bo pasują do całokształtu. Poza tym cała reszta jest jak najbardziej warta Waszego zainteresowania! Death by metal!
kaReL
ocena: 8/10


MAGAZINE OLD TEMPLE (POL)

Preludium udowodnił wszystkim pseudo metalowym grajkom, czym tak na prawdę jest death metal i jak powinno się go uprawiać. Raping Mankind Disorder to całkowita anihilacja. Słowo bezkompromisowość powinno być zastąpione słowem Preludium. Ponad 30 minut solidnego death metalu, zakrawającego na techniczno - brutalny. Słychać dobrą szkołę amerykańsko, ale w tym przypadku nie jest to ślepe małpowanie schematów. Słuchając R.M.D. da się wyczuć sporo zaangażowania i pomysłu. Nie wielu zespołom death metalowym przychodzi do głowy, aby w kompozycjach użyć egzotycznych instrumentów. Preludium posłużyło się didgereedoo (taka aborygeńska duża trąba) i muszę wam powiedzieć, że trafili w samo sedno. Instrument nadał bardzo mrocznego, tajemniczego charakteru płycie. Poza tym przyprawił całość dosyć ostrym sosem. Preludium nie stosuje półśrodków. Machina startując od pierwszej sekundy zatrzymuje się na 31 minucie i jednej sekundzie (tyle właśnie trwa to bluźnierstwo). R.M.D. to monolit, płyta jest równa w swoim wykonaniu. Można wyczuć koncept albumu, szczególnie w kwestii muzycznej. Brutalność i bluźnierczość gitar połączona z szybkością sekcji rytmicznej daje nam dosadny obraz tego, co dzieje się przez te 30 minut. Bez porównań nic nie ujdzie, więc jeśli słuchasz Vader, Origin tudzież Dying Fetus, spróbuj Preludium - kończyny i wnętrzności na ścianie gwarantowane.
6/6
Wawrzyk


MROCZNA STREFA (POL)

No, w końcu i mieleckie PRELUDIUM, po czterech latach ciszy uraczyło swych fanów drugim długograjem mile zatytułowanym "Raping Mankind Disorder". Ci, co znają pierwszą płytę zespołu "Eternal Wrath", od razu poznają, któż to taki gra. Niemal identycznie "wyglądający" stuff. Mam tu na myśli podobnie rozłożone proporcje pomiędzy death a black metalem. Przeważają średnie tempa, jednostajne riffy (wada!!!), kilka sampli o lekko orientalnym charakterze. Dużo naleciałości kojarzących się z MORBID ANGEL i IMMOLATION. Nie wiem, czy to plus czy też minus, skoro znakomita większość kapel death metalowych korzysta z wzorców w/w zespołów. Takie czasy dziwne nastały. Natomiast wokale pana Jana Skowrona jakoś nieznośnie przypominają Adama z HATE. Nie, żebym był przeciw. Tak to po prostu wygląda i widocznie tak musi być. Od razu przyznam się, że za wiele sobie nie obiecywałem po tej płycie. I tak też jest - zero ciśnienia. Tylko dla oddanych maniaków!!!
ocena: 7/10
Narmer


ANTICHRIST magazine (ENG)

Again Poland here in my bloody hands! And again I’m impressed a lot! Huh, PRELUDIUM is from Poland, but their music’s roots are somewhere in the USA, he-he, this isn’t joke because their music is totally imbrued with brutality of such monsters as MORBID ANGEL and IMMOLATION! Music is truest brutal death metal, in all its brutal beautiful. Massive, pressing, catching guitar riffs, dense sound, destructive drumming and really deep growls! Music made on high speed, with use of some marching rhythms as well (which will force your head to be near floor). The strongest thing here on this album is a really dense sound, which looks just great together with all components. The whole stuff is reach by great tempo-changes and other killer things in its structure (as well as not less great broken rhythms here and there!). Thus we have yet one beast which is totally worshipping to ancient brutality like MORBID ANGEL and IMMOLATION did there in the past! So are you ready to be buried under your stereo system now???? If you are – then just try PRELUDIUM! Hail Polish Hell!
5\5


PSYCHOZINE (POL)

Prawie już zapomniałem, ze był taki zespół co się zwał Preludium a tu proszę, taka niespodzianka, świeżutki album się pojawił. Nie było zatem wyjścia, musiałem ten krążek poznać jak najszybciej? tym bardziej, że zestaw perkusyjny maltretowany tutaj jest przez Augusta, jednego z lepszych w tym kraju bębniarzy. A to już pewnym gwarantem dobrej muzyki musi być. Poza tym poprzedni krążek Preludium najzwyczajniej w świecie mi się podobał.
"Raping Manking Disorder" przynosi nam dziewięć odsłon utrzymanego głównie w szybkich i średnich tempach death metalu, często kojarzonego ze sceną amerykańską. Całość niesie ze sobą taki deicide'owski klimat, ale nie bierzcie tego sobie do serca, gdyż mi ostatnio wszystko kojarzy się ze starym Deicide. Widocznie tęsknię za tymi dobrymi, starymi czasami, kiedy wujek Benton z braćmi H. tworzyli naprawdę zajebisty death metal. Ale wróćmy do Preludium. Zespół sprawnie porusza się w swoich klimatach, ale sprawnie odegrany deathcik to dzisiaj jeszcze troszkę za mało, by na dłużej zaintrygować słuchacza. Zespół, moim zdaniem, zbyt kurczliwie trzyma się pewnych form i standardów, przez co, materiał ten, oprócz tego, że poprawny muzycznie, nie zaskakuje mnie jako słuchacza niczym konkretnym. Z drugiej strony nie chcę zabrać zespołowi to, co im się należy. A należy im się kilka dobrych słów chociażby ze względu na to, że nie tworzą banalnej muzyki podrasowej złym "imidzem". Podobnież muzyka sama się obroni, więc jeśli to prawda, to album "Raping Manking Disorder" powinien trafić pod strzechy każdego maniaka metalu śmierci.
Mimo wszystko należy patrzeć na ten album przez pryzmat, że jest to klasyczny, stylowy itd. itp? ale niestety w dużym też stopniu bardzo przewidywalny album. Dlatego boję się, że jednak tym albumem zespół ten większego szumu na scenie nie zrobi. A szkoda, kurwa, szkoda, bo papiery na granie siarczystego death metalu mają jak mało kto. "Raping Manking Disorder" to bardzo mocny średniak na którego zakup was zachęcam, bo być może już na kolejnym albumie chłopaki udowodnią, że należą do ekstraklasy tego gatunku i wtedy będzie wam łyso nie znać tej pozycji.
BELANGER


ZWARE METALEN (NL)

Poolse death metal, je zou denken dat een mens er genoeg van krijgt. Maar neen hoor, het is net als seks en pizza. Als het goed is, is het super, als het slecht is... is het nog genieten. Natuurlijk mag het niet te jeugdig of beschimmeld zijn. Preludium zit bijna aan de dubbele getallenreeks, en dus waagt men de stap buiten Polen.
Poolse death metal, maar toch ook vrij Amerikaans. De vliegende blasts en catchy riffs zijn vrij Pools, net als de verstaanbare grunt. De brutaliteit en dreigende bromgitaarklanken Amerikaans. De mix is niet altijd geslaagd. Zo mist de plaat de continue agressie om het constante geroffel en gerol van de drums te verantwoorden. Die zijn overigens niet altijd even strak, de drummer lijkt wel last te hebben van vermoeidheid of zo. Een beetje ongelukkig uitgevallen versie van Azarath.
Poolse death metal, niet altijd even sterk, maar het gaat er (in tegenstelling tot een Nederlandse penalty) meestal wel in. Geen hoogvlieger, maar wie weet komen ze nog met mooiere dingen af.
Reageer 73/100


WARHEIM (POL)

Preludium wywodzi się z Mielca i ma na swoim koncie 2 dema i 2 długograje. Chłopaki istnieją już dobre dziewięć lat i to słychać (w pozytywnym tego słowa znaczeniu - oczywiście). Ich nowy krążek "Raping Mankind Disorder" pomimo, że kwalifikowany jest do miana muzyki podziemnej to śmiało może stawać w szranki z klasą i wykonaniem szerzej uznanych kapel. Siłę przekazu Preludium zawdzięcza mocarnemu brzmieniu. Jest bardzo konkretne i selektywne przez co mogłem w spokoju oddać się delektowaniu ciężarnymi riffami i przejściami bez potrzeby zabawy equalizerem aby cokolwiek zrozumieć. Ich muzyka to prący do przodu death metal ze sporą dozą sonicznych wykwitów przeplatanych partiami rytmicznymi. Wszystko dokładnie oplecione jest klimatem pod postacią drutu kolczastego, który nie pozwala od tych dźwięków się uwolnić, kiedy już krążek rozkręci się na dobre. Warstwa liryczna nie jest zbyt oryginalna i chwytliwa gdyż dotyczy szeroko pojętego bluźnierstwa i klimatów około-szatańskich. Tak samo warstwa melodyczna wokalu nie jest zbyt fascynująca gdy wsłuchać się w nią razem z tekstami w ręku. Problem tkwi nie w wokalu i jego interpretacji bo sam głos ma ciekawą głębię a reverb dodaje mu klimatu. Problem jest w samych tekstach. Są bardzo ogólnikowe a metafory nie dają wiele do myślenia. Poza tym nie są "chwytliwe" aby dobrze się wpasować w muzykę. W trakcie podróży z "Raping Mankind Disorder" do czynienia mamy z dwoma instrumentalnymi przerywnikami, którym zabrakło dwóch rzeczy. Po pierwsze - jakiegoś ciekawego elementu wiodącego - np. interesującej partii solowej. Po drugie - przejście we właściwy utwór powinno być albo płynne albo interludium powinno się stanowczo kończyć w moim mniemaniu. Rozwiązanie pod postacią powolnego zanikania w tle powoduje, że nie wiadomo jak to traktować. Zasadniczo tak może kończyć się płyta - outrem - ale co do środka krążka to jestem jednak zwolennikiem tradycyjnych rozwiązań.
"Raping Manking Disorder" prezentuje wysoki poziom w wielu aspektach. Jego bolączkami są wspomniane teksty i może niewielka doza oryginalności ale nie przeszkadza to by na prawdę konkretnie pomachać łbem przy tej, bardzo dobrze wyprodukowanej, muzyce.
Rimmön 7.5/10